Zaloguj

Nasza oferta

Najnowsze wiadomości

Aktualności

Gdy moje dziecko dorasta

2011-02-12

Obchodziliśmy Dzień Matki, Dzień dziecka przed nami Dzień Ojca. Te dni razem zestawione można zastąpić słowem rodzina. Wszyscy wiemy jak wiele znaczy. Mama i tata oprócz radości bycia rodzicem doświadczają wielu trosk. Pamiętam moje małe dziecko z nadmiarem energii, z którą trudno było sobie poradzić w domu, a jednocześnie strach i nieśmiałość w nowym miejscu lub przy obcej osobie.

Nasza mądra Pani doktor zasugerowała żeby zapisać dziecko na Jiu-jitsu. Jestem Jej wdzięczna za radę. Nie spodziewałam się, tak szybko zaobserwuję pozytywny wpływ tych zajęć na osobowość mojej córci.

Jiu-jitsu to starojapońska sztuka walki. W Polsce ten styl nazywany jest" szlachetną sztuką samoobrony", gdyż jego podstawową zasadą jest humanitaryzm i poszanowanie drugiego człowieka. Bogaty zasób technik daje możliwość zastosowania obrony współmiernej do zagrożenia, nie opiera się na technikach niszczących-uczy obezwładnienia przeciwnika bez robienia mu krzywdy.

Rozwija sprawność fizyczną zapobiegając wielu schorzeniom, która w obecnej dobie kiedy krzywy kręgosłup u młodzieży w wieku szkolnym staje się normą, jest bardzo ważna. Tym bardziej kiedy wiemy jak wyglądają zajęcia w-f w klasach młodszych. Regularne treningi wypełniają dzieciom czas rozładowując ich energię. Naukowo stwierdzono, że odpowiedni wysiłek fizyczny pozytywnie wpływa na pracę mózgu, usprawnia procesy myślowe tak potrzebne w każdym wieku.

Podstawą oceny warunkującej zdobycie kolejnych stopni wtajemniczenia są cechy osobowości i techniczne umiejętności obrony. Powoduje to, że zajęcia nie uczą bezpośredniej rywalizacji i konfrontacji. Nauka opiera się współpracy i wzajemnej pomocy. Kształtuje to postawę, że kiedy potrzebuję pomocy - otrzymam, jednocześnie - ja jestem potrzebny, bo mogę pomóc innym.

Uczestnicy zajęć nabierają pewności siebie, mają kolegów i koleżanki w różnym wieku na których mogą liczyć wszędzie. Spożytkowana energia, poczucie bezpieczeństwa, bycia potrzebnym sprawiają, że dzieci są spokojniejsze, cierpliwsze.

Zajęcia u mistrza Marka Terlika, to nie wyczerpujący trening, ale głównie zabawa, która zamienia się niezauważalnie w naukę, doskonalącą cechy motoryczne: szybkość, zwinność, skoczność, wytrzymałość. Kształtują samodyscyplinę, elementarne ruchy obronne.

Mistrz organizuje wycieczki, poznają okolice, uczą zachowań w lesie, postępowania w różnych sytuacjach życiowych. Dają wiele radości i przyjemności ogniska, kuligi, piesze wędrówki lub wycieczki rowerowe, na których organizowanie nie zawsze mamy czas.

Dzieci zdobywają umiejętność udzielania pierwszej pomocy, wiedzą co robić kiedy zdarzy się wypadek. Agresywny pies też nie jest straszny, przede wszystkim nie zaczepia się psa a kiedy atakuję robi się "żółwika" - pouczają maluchy.

Pamiętam moje przerażenie, kiedy szłam odebrać z treningu moje delikatne stworzenie i słyszałam na dole krzyki p. Marka przed oczami wyobraĹşni miałam rozdygotane, przerażone dzieci. W drzwiach sali stanęłam zaskoczona, bo widziałam śmiejącą się, brykającą dziatwę. PóĹşniej zaskakiwały mnie szybkie postępy i coraz większe umiejętności.

Przed salą my rodzice wymieniamy doświadczenia, uwagi. Dzielimy się troską i radością. Trener zna problemy naszych dzieci obserwuje uważnie sygnalizując kiedy dzieje się coś czego nie dostrzegamy. Mamy poczucie opieki i zaangażowania w kształtowanie postaw naszego dziecka, a wyjątkowe jest to, że dzieci jest dużo, ale każde z osobna jest ważne.

Rozmowy z rodzicami uświadomiły mi, że rodzicom zależy, by dzieci radziły sobie w życiu, rosły nie angażując się w destrukcyjne, agresywne grupy. Sprawia nam wielką radość gdy nasze dzieci rosną w siłę, niefizyczną budzącą strach, ale siłę osobowości, której niepowodzenia i upadki nie złamią.

Jeszcze jedna obserwacja :z treningów wykruszają się dzieci z przerostem ambicji,które w grupie muszą być górą oraz dzieci, których rodzice uważają, że jest to nieznacząca zabawa. Musieliśmy przejść etap, kiedy nasze pociechy nie chciały chodzić.

Wiele dni temu moje słoneczko idąc na trening płakało"jak będę pełnioletnia to nie będę chodzić", teraz prowadząc gorączkujące dziecko od lekarza słyszę "ale na trening mogę?", kiedy mówię, że nie, jest płacz i próby negocjacji.

Widząc naszą postawę, czemu sprzeciwiamy się, a co popieramy, dzieci nas naśladują, a my rodzice kiedy nie jesteśmy samotni w wychowywaniu dzieci możemy spać spokojniej.

Lidia